Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2015

Opole wydarzeniami stoi!

Niesamowite, jak wielu jest ludzi z pasją i zapałem do działania w Opolu. W Opolu! Mieście, z którego część ludzi woli wyjechać, nie widząc tutaj swojego miejsca. W mieście, które jest między dwoma centrami, jakimi są Katowice i Wrocław!

Wspaniale określił to mój znajomy, Michał Kosel. "Nie chce wyjeżdżać, tam gdzie jest łatwo i wszystko już jest. Chcę to stworzyć w Opolu, aby tutaj mieć możliwości." Te genialne i proste słowa oddają podejście części opolskich aktywistów! Co więcej, on sam kręci świetne etiudy filmowe i prowadzi własny biznes z narzeczoną.

Opolscy Podróżnicy tworzą swój pierwszy Festiwal, w którym można posłuchać niezwykłych prelekcji i dodatkowo poznać choćby tajniki parzenia Yerba Mate. Sam zamierzam pójść na taki wykład, gdyż jestem smakoszem tegoż napoju.

Nie wspominając o Opolskich Śpiewankach, które cyklicznie, co miesiąc odbywają się w naszym mieście!

Jedziemy dalej!

Fabryka Inspiracji organizuje dzisiaj w Miejskiej Bibliotece spotkanie ze Szczepanem Twardochem, znanym i cenionym pisarzem. Jest to Laureat "Paszportu Polityki" i autor genialnej powieści "Morfina". Pozycja obowiązkowa!

Miłosz Bogdanowicz, mój kolega ze studiów, który udzielił mi wywiadu do cyklu "Ciekawi Ludzie, Ciekawe Opole" prowadzi własną fundację "Muzyczna Paka dla Dzieciaka". Może w tej chwili ma lekki przestój, ale sam fakt sterowania tak poważną instytucją wzbudza respekt.

Niezwykle inspirujący i motywujący do działania jest widok młodych i aktywnych ludzi. A znając
życie, zapewne wspomniałem tylko o niektórych...


poniedziałek, 23 lutego 2015

Niepełnosprawny przy dworcu nie zaparkuje!

Od początku wielkiego remontu, jaki rozpoczął się przy Dworcu PKP obawiałem się o miejsca dla osób niepełnosprawnych. Sądziłem i okazało się niebezpodstawnie, że zaparkowanie samochodu z niebieską kartą będzie utrudnione i wręcz niemożliwe.


Dzisiaj rano postanowiłem sprawdzić jak wygląda ta sytuacja i czy PKP, państwowa instytucja, zadbała o specjalne miejsca dla niepełnosprawnych.


Ale od początku...


Gdy krążąc koło dworca, nie mogłem znaleźć żadnego wolnego miejsca, spasowałem i wjechałem obok znaku (B1), który mnie nie obowiązuje. Nie minęło 30 sekund, a koło mnie zjawili się ochroniarze z prywatnej firmy i poinformowali, że nie mogę tutaj stać. Dalsza dyskusja, że ten znak jest ok, ale ta karta go znosi, nie dała efektów. Nie jestem prawnikiem, więc mogłem się mylić. Jednak zgodzili się, bym już został skoro zaparkowałem. Dziwna sprawa, bo nikomu nie wolno tam stać, a było tam około 4 samochodów.


Zacząłem szukać owych miejsc. Niestety nigdzie nie znalazłem pionowych znaków, które ułatwiłyby mi ich identyfikację. Po chwili znalazłem wyznaczone miejsca. I tu widzę dwa wielkie problemy:


Miejsca te są znacznie oddalone od drzwi dworca. Przejechanie na wózku przez starą i wyrobioną kostkę brukową jest wręcz niewykonalne dla osób niepełnosprawnych i o kulach. Bez pomocnika wydaje się to bardzo ciężkie. PKP woli zamknąć teren przy drzwiach dworca i “zezwalać” na nielegalne parkowanie kierowców, niż oficjalnie pozwolić na to niepełnosprawnym. Mieli by oni zdecydowaną ulgę w wysiadaniu i w dotarciu na dworzec.
  
Dalej...Co z tego, że są tzw. “koperty” w liczbie trzech, skoro i tak są zajęte przez osoby BEZ KARTY?? Na trzech specjalnie zostawionych miejscach stały 4 auta, żadne nie miało ani za szybą, ani na szybie naklejonego znaczka! Postanowiłem tego nie zostawiać i wraz ze zdjęciami poszedłem szukać owych ochroniarzy. Niestety oni poszli już gdzieś indziej, przez co nie mogłem poinformować ich o źle parkujących kierowcach. 

Podsumowując.
Teren przy drzwiach jest wyłączony z ruchu, ale mimo wszystko parkują tam samochody.
Miejsca dla niepełnosprawnych są daleko od dworca, choć mogły by mieć preferencyjne warunki i stać na miejscu wyłączonym z ruchu.
Bezsensowne są koperty, gdyż i tak ochrona nie stara się nawet tego dopilnować, aby tylko niepełnosprawni mogli na nich parkować.

niedziela, 21 grudnia 2014

Prośba o pomoc dla małego Krzysia

Dzisiaj od mojej koleżanki dostałem przykrą informację. Jej kolega z Opolszczyzny, a dokładnie z Brzegu, walczy o życie swojego synka Krzysia. Jak większości przypadków, leczenie jest bardzo drogie, a niestety nie zostało ono sfinansowane i refundowane z budżetu. 

Skoro państwo nie daje rady, sami powinniśmy wziąć sprawy we własne ręce i pomóc. Szczególnie, że jest to nasz mały rodak z Opolszczyzny. 

Nie ma chyba sensu Was szczególnie namawiać, zwyczajnie pomóżmy mu, ile tylko jesteśmy w stanie





Darowizna na rzecz  Ochmańskiego Krzysia

RAIFFEISEN BANK 
nr konta 94 1750 0012 0000 0000 2068 7444 

lub

PODARUJ 1% podatku dopisując nr KRS: 0000 124 837 
Cel szczegółowy: Krzysztof Ochmański

piątek, 28 listopada 2014

Odnośnie Szlachetnej Paczki

Postanowiłem ponownie zabrać głos w sprawie Szlachetnej Paczki. Przekonał mnie do tego fakt, iż zauważyłem bardzo dużą aktywność na moim wcześniejszym artykule (Krytycznie o Szlachetnej Paczce). Obecnie jest to najpopularniejszy tekst na moim blogu! Domyślam się, że głównym powodem był fakt rozpoczęcia się niedawno samej akcji. Głośno zrobiło się w mediach i pewnie temat na nowo ożył.

Nie chcę żeby moja przygoda, która była częściowo nieudana wpłynęła negatywnie na pomoc rodzinom. Tak jak wspomniałem w pierwszym artykule, te słowa były jedynie po to wypowiedziane, aby zwrócić uwagę ludziom z Paczki o pewnym źle funkcjonującym mechanizmie. Może coś się tam zmieniło, nie umiem powiedzieć, ale wiem też że nie były one dobrze przyjęte.

Jednak nie to jest najważniejsze. Paczka, jak każda instytucja, ma swoje wady i zalety. Jej zaletą, która przebija się ponad wszystko jest uśmiech i szczęście zadowolonych rodzin. To jest priorytet i musimy o nim pamiętać. Jeśli przełożymy nie zawsze dobrą organizację nad pomoc innym, to się pogubimy. Cel, tak szczytny, zostanie zaprzepaszczony.

Może dzięki Waszej aktywności, mój pierwszy apel zostanie wreszcie zrozumiany. Jednak jeśli mimo wszystko dalej tak się nie stanie, to trudno. Teraz skupmy się na pomaganiu, a po finale rozmawiajmy o tym, co można zmienić.

środa, 16 kwietnia 2014

Żywa Biblioteka

Wczoraj wraz z Miłoszem, moim kolegą, poszliśmy na zorganizowaną przez Koło Pedagogiki Międzykulturowej UO na czele z dr Marzanną Pogorzelską, Żywą Bibliotekę [LINK] Moje odczucia przed wejściem do sali były mniej więcej rodzaju, wchodzimy na półgodziny i jak coś to zaraz wychodzimy.

Początkowo siedzieliśmy i nie wiedzieliśmy jak ogarnąć sytuację. Na pomoc przyszła nam dr Marzanna Pogorzelska, która zaproponowała oprowadzenie po sali. I tak znaleźliśmy się przy pierwszej "żywej książce" czyli przy Ekolożce. Z początku byłem zawiedziony, nie wiedziałem w sumie o co mam zapytać. Jednak otwartość Pani Krystyny Słodczyk była bardzo duża i dość szybko weszliśmy w ciekawą dyskusję m.in. o jej poglądach, o sprawie Rospudy, jak widzi świat. Sami też mówiliśmy nasze myśli i tezy, którymi chcieliśmy się podzielić z nią. Tak nie zważając na czas, bardzo szybko minęła prawie godzina.

Kolejną książką, którą postanowiliśmy odwiedzić była weganka. Oryginalnie to była jakaś inna odmiana weganizmu z naciskiem na laktozę, nazwy niestety nie pamiętam. Zawsze mnie nurtowało czy osoby takie nie tęsknią za mięsem, czy świadomość że nigdy już go nie zjedzą, nie jest zbyt ciężka. Rozmowa była bardzo przyjemna i lekka, dowiedziałem się co sądzi o GMO, jaki był jej powód zostania weganką itp. Na końcu jeszcze spróbowaliśmy dań kuchni wegańskiej. Kotlety z ciecierzycy i kalaforia, muffinki, tartę oraz jakąś zapiekankę z kuskusa. Mimo, że bezmięsne dania to smakowały bardzo dobrze.

Następną książką tym razem, był pan policjant z Gliwic. Tutaj ciężko było zebrać mi myśli, bo w sumie policjant, nie jest tak ciężko dostępny jak inne książki. Musieliśmy chwilę się skupić aby sformułować nasze myśli w pytania, ale kiedy już zaczęliśmy rozmowę to prawie 40 minut dyskutowaliśmy. Mówiliśmy o nakazie wystawiania mandatów przez przełożonych, o kondycji obecnej policji, o prawach jakie przysługują osobom pijącym alkohol w miejscu publicznym (bardzo przydatne!), a nawet o gazie pieprzowym. Pan policjant, bo imienia nie pamiętam, okazał się niesamowicie pozytywnym człowiekiem i bardzo otwartym. Zawsze to trochę zwiększyło moje mniemanie o policji.

Reszta naszych rozmów była krótsza, bo czas zaczął powoli gonić. Razem byliśmy jeszcze u osoby niepełnosprawnej, mojego kolegi Dawida Tuleja. Później postanowiliśmy się rozdzielić. Ja poszedłem do ateistki, a Miłosz do ewangeliczki. Niestety czas już bardzo gonił i nie mieliśmy czasu na długie dysputy. Chciałbym jedynie wspomnieć o chłopaku, którego spotkałem przy ateistce. Przez 10 min, dosłownie(!) spowiadał się. Mówił o swoich problemach, relacjach z Bogiem, swoim dzieciństwie. Sprawiał wrażenie, jakby nie posiadał żadnego poczucia własnej wartości. Nie przytoczę słowo w słowo co mówił, gdyż było to chaotyczne i długie. Ja wywnioskowałem taki wniosek "Kiedy coś mi się źle w życiu zdarza, to moja wina. Natomiast każdą dobrą rzecz mam od Boga." Przez chwilę żałowałem, ze nie rozmawiam o tym o czym bym chciał, ale szybko zacząłem doceniać poznanie jeszcze innej osoby, która nie była w planach. Kolejna ciekawa lekcja.

Bardzo żałuję, że to spotkanie trwało raptem trzy godziny. Spokojnie jeszcze kolejne z trzy mógłbym zagospodarować. Ominęły mnie takie książki jak : osoby niewidome, transseksualista, Ukrainka, Romka, dorosłe dziecko alkoholika. Czas na to nie pozwolił, gdyż chodzenie po łepkach na 5 minut do każdego, byłoby bezcelowe i tak by nic mi nie dało.

Za rok przyjdźcie, bardzo pozytywne doświadczenie!

poniedziałek, 31 marca 2014

Inicjatywa Opolskiej Milicji

Wczoraj NTO opublikowała bardzo ciekawy artykuł. Postanowiłem się do niego odnieść, gdyż zwyczajnie wzbudził on u mnie pewne przemyślenia i odczucia.

Jeśli komuś nie chce się czytać, to streszczę go tutaj w kilku słowach. Sławomir Draguła z NTO pisze o tym, że opolska policja wprowadza nowy program! Obywatelski program nagrywania siebie nawzajem i wysyłania tego materiału na policję, gdyby innym kierowcom lub przechodniom zdarzyło się złamać prawo. Oczywiście policja ostro odcina się od podejrzeń jakoby to była forma donosicielstwa! Skądże znowu. Policjanci mają na względzie tylko i wyłącznie wyłapywanie złych przestępców i bandytów na drogach.

W całym artykule brakuje mi jedynie nawiązania do nazwy społeczeństwa obywatelskiego. Abyśmy pod płaszczykiem działania dla siebie, współpracy dla dobra społeczeństwa, zamienili się w istne państwo policyjne. Może idea była słuszna, fajnie brzmiąca, jednak myślę o skrajnym wariancie, w którym zły sąsiad siedzi całymi dniami w oknie i wypatruje złego parkowania(o 5 cm) lub napicia się piwa pod blokiem. Albo innego "życzliwego", który jeździ za nami i tylko czeka, abyśmy przekroczyli prędkość o 10km/h. I już opcja “wyślij” i czekamy w błogiej nieświadomości, z niemożnością skonfrontowania się z oskarżeniami!

Oczywiście, prawo to prawo, jednak gdy córkę zabrali do szpitala, babka miała zawał, syn złamał nogę, brat musi dostać zastrzyk. Inaczej patrzymy na te sytuację, gdy znamy kontekst. W sytuacji “tajnej policji” nikt nas nie spróbuje zrozumieć. Nikt.

Do jasnej cholery, przecież zapanuje jakaś chora schiza! Każdy będzie się bał, że ktoś go może podkablować, nagrać, a jednocześnie sam w odruchu wściekłości będzie nagrywał innych, tworząc jakąś spiralę kablowania! Bo o nic innego tutaj nie chodzi!

Gratuluję Policji pomysłu! Poważnie, dla nich to będzie żyła złota, tyle mandatów, upomnień, punktów karnych! Ach, jak miło!
Myślicie, że przesadzam? Oto cytat z tegoż artykułu:
"- Każdy taki materiał zostanie przeanalizowany i jeśli dopatrzymy się łamania prawa, namierzymy takiego kierowcę i ukarzemy go mandatem - zapowiada podinspektor Maciej Milewski "

Choć nie powinienem to apeluję!! Nie bawmy się w policję, to ona od tego jest! Nie wciśnijmy sobie w umysły, że to jest dobre i sensowne. Namawiajmy znajomych, apelujmy, dzwońmy nawet na policję w razie czego, ALE nie bawmy się w donosicielstwo!

piątek, 14 marca 2014

Żałosna propozycja opolskiego ZOO

Dzisiejsza Gazeta Wyborcza Opole publikuje komunikat opolskiego ZOO. Samo ogłoszenie widziałem wcześniej, na facebooku ogrodu zoologicznego. Jednak dopiero gdy Gazeta, nie wiedzieć czemu, zainteresowała się tym, to i ja sam się nad tym pochyliłem.

Samo ogłoszenie dotyczy poszukiwania wolontariuszy, nie do opieki nad zwierzętami, ani do oprowadzania chętnych po ogrodzie. Nie! ZOO w Opolu poszukuje ludzi, którzy będą uczyć odwiedzających jak się korzysta z automatu do biletów!!!

Pierwsza myśl moja to, kto chce niech idzie. Wolny wybór, mi nic do tego. W sumie można zrobić coś senso...CO? Co to do cholery jest? Nazywać wolontariatem pouczenie ludzi, jak się korzysta z automatu?? Robić jako naklejka z instrukcją?

Wolontariat jest najniższą formą pracy, bo darmową. Nie dostajemy za to pieniędzy, bo chcemy to robić z przekonania, że warto i dobrze jest czasem coś zrobić dla społeczeństwa. Odnosimy korzyści niematerialne, bo duchowe. Czujemy się dobrze, że pomagamy ludziom(zwierzętom), że dzięki nam jest lepiej, gdy bezinteresownie poświęcimy własny czas. 

Jednak to coś, co proponuje ZOO to jakaś dziwna forma wyzysku. Po co kierownictwo ma wykroić specjalnie czas, czy ustawić dyżury dla pracowników, albo zaproponować nadgodziny, skoro może poszukać frajerów, którzy będą stać przy bramkach. 

Wybaczcie mi za dosadność. Kiedy myślę o wolontariuszach z WOŚPu, którzy przez cały dzień stoją i za darmo zbierają pieniądze. Kiedy myślę o swoim doświadczeniu ze Szlachetnej Paczki, kiedy jeździłem po Opolu, dzwoniłem i namawiałem do włączenia się w projekt. A jedno i drugie wymaga wielu dni szkoleń, nauki i poświęcenia. Wtedy, gdy wiem, że choćby jedna rodzina dostanie niesamowitą Paczkę, albo zostanie zakupiony jeden respirator, to ma sens. Sens bardzo głęboki! Bo widzimy naoczną zmianę, która jest korzystna dla społeczeństwa! Pomagamy tam, gdzie system nie sięga! To się nazywa społeczeństwo obywatelskie.

Widziałem już wiele słabych ofert, wiele śmiesznych propozycji. Czasami warto by było z którejś skorzystać, bo jakiś zarobek wpadnie do kieszeni, bo przynajmniej będę usatysfakcjonowany swoją pracą. Ale to coś??? 

W jaki świat wchodzą nasze dzieci, kiedy dla nich taka propozycja może być "ciekawa i uczciwa"? 

sobota, 8 marca 2014

Z życia mediów (II): Dzień kobiet

Jako, że dzisiaj obchodzony w Polsce jest dzień kobiet, postanowiłem sprawdzić jak poszczególne regionalne media podeszły do tego święta. Kto zaniedbał i nie pamiętał, a kto najwięcej poświęca miejsca? Zapraszam do zestawienia!  


1. Najwięcej
W tym miejscu połączę MMOpole wraz z NTO, gdyż jest to jeden wydawca (nawet jedna redakcja), dlatego liczę je razem. Patrząc na łączną ilość wzmianek na social media i portalach, wychodzi ich trzy.
Zaczęło się od tych życzeń z samego rana:

wtorek, 4 marca 2014

Pieniądze zamrożone w lodzie


Serdecznie zapraszam do zapoznania się z Tekstem z Gazeta Opole. 

(To punkt wyjścia do moich rozważań)


Jeżeli ktoś nie ma ochoty tego czytać, to nie zmuszam. Jest to wywiad z trenerką "naszych" Opolskich łyżwiarek Aidy Belli i Marty Wójcik, po ich bardzo słabym występie na Mistrzostwach Polski. Panie zasłynęły głównie... sesją do "Playboya". Wypowiedzi Anny Łukanowskiej-Jakubowskiej są bardzo brutalne i smutne. Dziewczyny odpuściły sobie treningi, na zawodach kompletnie im nie idzie. Jednak to można sobie wytłumaczyć, każdy decyduje o sobie i to tylko Opolanek sprawa co robią ze swoją karierą. Nam nic do tego.

Mnie osobiście zaciekawiło jedno zdanie z wywiadu "Aida nie trenuje już od jakiegoś czasu w ogóle". Pytam zatem, jaki jest sens wysyłania jej na Mistrzostwa skoro trenerka zdaje sobie sprawę, że zawodniczce nie zależy? Po co AZS Politechniki Opolskiej, opłaca koszty związane z jej wyjazdem, jeżeli nawet nie jest uprawniona do startu indywidualnego? Kibica nie interesuje co te dziewczyny robią w prywatnym czasie, nas obchodzi jak sobie radzą na lodowisku. Logika powinna być prosta, mam dobry czas=jadę na mistrzostwa. 

Dobija mnie jeszcze inne stwierdzenie trenerki, o możliwej karze dla dziewczyn, mówi ona, że "podobnie myśli prezes klubu". Stąd można wysnuć tylko jeden wniosek. Wszyscy wiedzą, że dziewczyny się opuściły, jedna z nich totalnie przestała trenować, a jednak finansujemy jej wyjazdy i konkursy.
Pytam po co??? Po jakie licho inwestujemy w łyżwiarki, które nie chcą być na topie? Może te pieniądze potrafimy lepiej zainwestować (choćby w obiekty sportowe, dofinansowanie do wyposażenia młodzików, modne teraz "zadaszenie obiektów"). Nie wiem, ja się nie znam na tym, ale zdaje sobie sprawę, że coś tu nie gra. Zarząd i dyrekcja nie widzą tego?

Idąc tym tropem, jest jeszcze inna kwestia, dlaczego tak bardzo AZS'owi zależy, aby TE dwie dziewczyny ciągle promować? Jasne, miały one swoje "pięć minut", jeździły dobrze, były w kadrze Polski. Jednak w tej chwili nie ma sensu udawania, że jest ok. Niech dalej trenują i walczą, ale na zawody wysyłajmy zawodników, którzy może nie posiadają znanego nazwiska, ale będą mieli szansę wygrania czegoś... przynajmniej nie skompromitujemy się jako województwo.

Niech podsumowaniem będzie ta grafika, a szczególnie jej ostatnie zdanie.


Faktopedia.pl

Pan w samochodzie

Na początku wypada powiedzieć, moim wiernym fanom, dlaczego zacząłem blogować.
Blog ten powstał z bardzo prozaicznej przyczyny. Byłem zmuszony do stworzenia go. Studia, politologia, zajęcia i ocena. Cztery słowa i wszyscy raczej się domyślają, że miałem tu pisać rzeczy narzucone nam przez wykładowcę. Jednak jak się okazało ten przedmiot mam już zaliczony, toteż ten blog będzie stricte mój, autorski.

A i żeby ten post nie był jałowy i nie kończył się jedynie na tłumaczeniu, opiszę pewną historię, która przydarzyła mi się rano, w drodze na uczelnię. Jest ona pozytywna, więc tym bardziej należy ją docenić i rozgłaszać.

Niestety akumulator w naszym aucie padł. Toteż zmuszony byłem dostać się na uczelnie w inny sposób, alternatywny. Na szczęście zjawiła się niezawodna siostra, ze swoją nową Toyotą. Gdy razem staliśmy na skrzyżowaniu przy Oleskiej (naprzeciwko Okrąglaka), czekaliśmy na skręt w prawo. Strzałka warunkowa się zapaliła, jednak przed nami stał starszy Pan, który zamierzał jechać prosto w kierunku Reala.
Spokojnie czekaliśmy, gdy nagle Pan zachował się, jak w prawdziwym społeczeństwie obywatelskim. Widząc w lustersku, nasz kierunkowskaz, zjechał bardziej w lewo, aby nam udrożnić przejazd. Nam zrobiło się bardzo miło, a szczególnie gdy dziękując mu, widzieliśmy jego wesoły uśmiech twarzy.

Może to nic, może to drobnostka. Jednak, gdy doświadczamy takich sytuacji nasza dalsza podróż jest zdecydowanie przyjemniejsza, a i pokazuje, że sami możemy zbudować lepsze warunki życia. Wystarczy, że w przenośni "obrócimy się i spojrzymy na kogoś innego".

Miłego dnia!